![[OPINIA] Otwartość, przejrzystość i zasięgi: trzy powody, dla których instytucje publiczne powinny zacząć korzystać z Fediwersum](https://dl.kontrabanda.net/wp-content/uploads/2026/03/christian-lue-WLMIKr76k5U-unsplash.jpg)
Ten wpis jest tłumaczeniem oryginalnego wpisu autorstwa Eleny Rossini z języka angielskiego. Nikt z redakcji „Kontrabandy” nie odpowiada za oryginalny tekst – to tłumaczenie powstało za zgodą autorki.
W nowym wspaniałym roku 2026 wiele europejskich organów publicznych, polityków, czy firm obsługujących infrastrukturę krytyczną (transport publiczny, oficjalne powiadomienia pogodowe, systemy ostrzegania) wciąż rozpowszechnia informacje w zamkniętej, własnościowej sieci społecznościowej zarządzanej przez najbogatszego człowieka na świecie: na platformie X (w przeszłości znanej jako Twitter). To medium społecznościowe jest znane obecnie z wyraźnej stronniczości (algorytmy promujące treści skrajnie prawicowe) i, co bardziej problematyczne, tworzenia za pomocą wbudowanego systemu sztucznej inteligencji – Groka – roznegliżowanych wersji zdjęć przedstawiających kobiety i dzieci bez zgody przedstawionych na nich osób. Twórcy podcastu „The Europeans” w jednym z ostatnich odcinków określili platformę X jako „pełne botów, alt-rightowe pustkowie”.
Teraz, bardziej niż kiedykolwiek, Europa potrzebuje publicznej, otwartej platformy komunikacyjnej, która byłaby dostępna dla wszystkich obywateli, bez potrzeby rejestrowania konta; niezależnej sieci, która nie będzie podlegała cenzurze z uwagi na nieprzejrzyste algorytmy czy polityczne skrzywienia.
W felietonie „The world needs social sovereignty” Hannah Aubry, dyrektorka ds. społeczności Mastodona, napisała:
Społeczeństwo obywatelskie coraz wyraźniej wzywa instytucje publiczne do zainwestowania w suwerenność cyfrową. Hasło „suwerenność cyfrowa” oznacza, że instytucja ma autonomię i jest w stanie kontrolować infrastrukturę cyfrową, dane oraz usługi, które składają się na jej obecność w internecie. Do tej pory media społecznościowe nie wchodziły w zakres tej dyskusji. Uważamy, że powinno się to zmienić.
Wiele organów państwowych oraz polityków do tej pory zdaje się preferować platformy od Big Techów (tj. platforma X, Facebook, Instagram) czy Bluesky do komunikowania swoich działań. O ile Bluesky opiera się na otwartym protokole (AT Protocol), który pozwala na przeniesienie swoich danych, i tak 98% kont w tej sieci znajduje się na głównym serwerze Bluesky. Jestem dość sceptyczna względem platformy Bluesky (choć byłam też jej wczesną użytkowniczką) z tego względu, że powiela ona toksyczne zachowania platform Big Techów (o których powiem szerzej w dalszej części artykułu).
W tym tekście wyjaśnię, dlaczego Mastodon – lub w ogóle Fediwersum – są znacznie lepszym wyborem dla instytucji publicznych, dostawców krytycznych usług czy polityków; widzę w tej otwartej sieci, opartej o protokół ActivityPub, trzy kluczowe zalety: otwartość, kontrolę oraz zasięg.
Czy wiedzieliście, że możecie czytać publiczne, sfederowane media społecznościowe za pomocą czytników RSS?
Nie musicie posiadać konta na Mastodonie albo Friendice, albo GoToSocial, żeby czytać wpisy pochodzące od Komisji Europejskiej, które publikują jej przedstawiciele na swoim koncie na Mastodonie. Dlaczego? Każde konto w Fediwersie oferuje kanał RSS. Konto Komisji Europejskiej na Mastodonie jest dostępne pod tym adresem: https://ec.social-network.europa.eu/@EUCommission. Jeżeli skopiujecie i wkleicie ten link (przy okazji dodając .rss na końcu – dziękuję za tę podpowiedź Ruudowi) do jakiegokolwiek czytnika RSS, będziecie w stanie obserwować wszystkie publiczne wpisy pochodzące z tego konta.

Na tym polega magia RSS-ów: nie potrzebujecie konta na Mastodonie, lub szerzej, gdziekolwiek w Fediwersum, żeby móc czytać wpisy stamtąd (chyba że chcecie wchodzić z nimi w interakcje).
Gdy jednak Komisja Europejska publikuje nowy wpis na Facebooku, Instagramie, LinkedInie czy platformie X, treść ta jest ukryta za panelem logowania, niedostępna dla osób, które nie mają zarejestrowanego konta.
Aral Balkan z fundacji „Small Technology Foundation” pisał o tym niedawno, przedstawiając, jak ludzie niekorzystający z platform Big Techów nie są w stanie dostać się do treści publikowanych na Instagramie, Facebooku czy platformie X:

Przyzwyczajaliśmy się do takich praktyk przez ostatnie dwie dekady. Ale musimy w końcu powiedzieć „dość”. Taki stan rzeczy jest całkowicie nieakceptowalny w przypadku komunikatów pochodzących od organów państwowych, polityków czy firm obsługujących publiczną infrastrukturę (mam tutaj na myśli m.in. ostrzeżenia dotyczące klęsk żywiołowych i aktualności dotyczące transportu zbiorowego czy usług konsularnych). Instytucje publiczne są utrzymywane z pieniędzy podatników – wszelkie komunikaty pochodzące stamtąd dotyczą nas wszystkich i powinny być łatwo dostępne bez konieczności rejestrowania się na własnościowych platformach. Widać to szczególnie jasno w przypadku komunikatów europejskich rządów: czy nie jest absurdem, że do ich odbioru konieczne jest posiadanie konta na amerykańskiej platformie?
Dlaczego moim zdaniem ta praktyka utrzymuje się do tej pory? Uważam, że możemy mieć do czynienia z mieszanką technologicznego analfabetyzmu, niechęci względem zmiany oraz – całkiem możliwe – przywiązania do niemających większego znaczenia statystyk. Oczywiście trudne może być opuszczenie platformy społecznościowej, na której zdążyło się zebrać setki tysięcy obserwujących, i zaczęcie od nowa na innej – nawet jeżeli poprzednia sieć nie zapewnia wcale zaangażowania użytkowników i jest zapełniona botami.
Etyczne europejskie alternatywy już istnieją. I wyróżniają się na wiele sposobów oprócz otwartości – także kontrolą i zasięgami.
Platformy Big Techów, a także – moim zdaniem – Bluesky, dostarczając wpisy na osie czasu odbiorców, polegają na zaawansowanych, nieprzejrzystych algorytmach.
Ukrytym celem tych algorytmów jest zatrzymanie uwagi użytkowników tak długo, jak to możliwe, żeby zobaczyli oni więcej reklam. W ten sposób komercyjne platformy społecznościowe są w stanie opłacać koszty utrzymania i osiągnąć zysk.
Bluesky jeszcze nie wprowadził reklam – ale może to ostatecznie zrobić, żeby osiągnąć rentowność. W trakcie rundy inwestycyjnej z serii A, której przewodziła firma Blockchain Capital, pozyskał 15 milionów USD. To nie jest bezinteresowna darowizna – Blockchain Capital (którego hasło reklamowe to „Partnerzy twórców rozwiązań kryptowalutowych od 2013 roku”) musi w pewnym momencie odzyskać swoje pieniądze. Reklamy są najprostszym rozwiązaniem, żeby Bluesky mógł wykazać zysk. Nowy pełniący obowiązki dyrektora generalnego Toni Schneider napisał w swoim wpisie na blogu: „myślimy intensywnie o tym, jak będziemy zarabiać, ale reklamy są na prawie ostatnim miejscu listy pomysłów”. Przypomina mi to słowa prezesa OpenAI, Sama Altmana, który zmienił swoje zdanie na temat reklam. W 2024 twierdził, że „reklamy to ostatnia deska ratunku dla naszego modelu biznesowego”. W styczniu 2026 roku zdecydował się wdrożyć eksperymentalnie reklamy w ChatGPT. Swego czasu Netflix podążył podobną ścieżką.
Pozostawmy jednak na boku problemy dotyczące monetyzacji. Jak algorytmy gwarantują, że ludzie będą zaangażowani? To proste: promując wpisy, które wywołują złość, obawy lub dotykają kontrowersyjnych tematów.
Osoby korzystające z tych platform nie mają pełni kontroli. Zawartość, którą tam widzą, jest z góry określona przez platformy za pomocą nieprzejrzystych algorytmów. I nawet jeżeli Bluesky będzie obiecał swobodę wyboru dzięki podejściu typu „wybierz swój algorytm”, to jednak na tej platformie nadal rządzą algorytmy.
Jaki jest problem z nieprzejrzystymi algorytmami? Mówiąc prosto, algorytmy wykorzystują ludzkie słabości. W swoim artykule „This Is How Your Fear and Outrage Are Being Sold for Profit” z lipca 2017 roku Tobias Rose-Stockwell wyjaśniał, że osie czasu przechwytują „twoją uwagę poprzez zawartość o wyraźnie emocjonalnym zabarwieniu”. Rose-Stockwell stwierdził też, że wpisy, które powodują skrajne emocje – niezależnie od tego, czy są dobre, czy złe – powodują wzrost zaangażowania na platformie, a co za tym idzie, są częściej preferowane przez algorytmy.
Na osi czasu promowane są wpisy z tymi emocjonalnymi przynętami – powodują większą ilość kliknięć, polubień, dalszych udostępnień i komentarzy. Ponieważ twórcy rywalizują między sobą o to właśnie zaangażowanie, ta walka o uwagę powoduje coś, co Tristan Harris – etyk technologiczny – nazwał „wyścigiem na dno pnia mózgu”.
Czy ważne informacje publikowane przez polityków oraz instytucje publiczne powinny walczyć o uwagę ze wzbudzającymi skrajnie emocjonalne reakcje dyskusjami zaczynami przez przypadkowe konta, które nie są nawet przez daną osobę obserwowane?
Nie sądzę.
W porównaniu z powyższym na Mastodonie oraz w ogóle w Fediwersum na osie czasu składają się tylko wpisy, które pochodzą z kont świadomie zaobserwowanych przez użytkownika. To jest prawdziwa kontrola.
W niedawnym wywiadzie dla wcześniej wspomnianego podcastu „The Europeans” twórca Mastodona, Eugen Rochko, został zapytany, czy platforma społecznościowa może stosować algorytmy i jednocześnie funkcjonować w etyczny sposób. Oto, co odpowiedział (podkreślenia moje):
To jest trudne pytanie, bo oczywiście wszystko rozbija się o szczegóły, nie? Czym jest algorytm? Jak on działa? Mastodon, jak każda aplikacja komputerowa, ma wbudowanych wiele algorytmów, ale ten budujący osie czasu jest bardzo prosty. To odwrócone sortowanie chronologiczne. To też jest algorytm, ale bardzo prosty. Mamy oś czasu dla zyskujących popularność wpisów, która pozwala na znalezienie treści, których byśmy w ogóle nie napotkali, ale jest on taki sam dla każdego. Ta oś ma jakiś tam podział językowy, widzisz wpisy w swoim języku i ten, kto mówi w innym języku, widzi wpisy napisane w swoim języku.
Jeżeli mówimy o typowo algorytmicznych osiach czasu, takich jak na Instagramie, są one w pewnym sensie uzależniające. Nie możesz jednoznacznie stwierdzić, gdzie skończyłeś, kiedy ostatnio odwiedzałeś platformę. Więc musisz przewijać, przewijać i jeszcze raz przewijać, i nie da się tego łatwo powstrzymać do momentu, gdy nie zdasz sobie sprawy, że „ej, właśnie doomscrolluję”. To jest zupełnie inne podejście w porównaniu do tego, gdzie widzisz wpisy w przewidywalnej kolejności; możesz przewinąć przez nowe wpisy i jak dotrzesz do końca, możesz powiedzieć „okej, to już widziałem” i po prostu przestać dalej przewijać. I to jest jeden ze sposobów, w jaki Mastodon oszczędza twój czas, ponieważ nie zmusza cię do pozostania na platformie tak długo, jak to jest możliwe. To jest coś na zasadzie „okej, oto rzeczy, które chcesz zobaczyć, a teraz idź zajmij się dalej swoim życiem”.
Piękno Fediwersu polega też na tym, że ludzie mogą obserwować hasztagi, co pozwala im na wzbogacenie swoich osi czasu treściami, którymi mogą być potencjalnie zainteresowani, i odkrywanie nowych kont do zaobserwowania.
Europejscy politycy oraz instytucje mogą to wykorzystać, zaczynając nowe dyskusje dotyczące ważnych tematów, z którymi inni mogą być na bieżąco oraz brać w nich udział.
Fediwersum promuje prawdziwy wybór i kontrolę. Choć na pierwszy rzut oka podobną konstrukcję ma też AT Protocol, również obiecując możliwość tworzenia własnych osi czasu („Wybierz swoją własną oś czasu! Osie czasu tworzone przez społeczność pozwolą ci znaleźć zawartość, którą lubisz”), to jednak poleganie na nieprzejrzystych algorytmach wybierających do pokazania użytkownikom tylko niektóre wpisy wciąż jest problematyczne.
I w ten sposób dochodzimy do pytania o zasięgi: kto widzi Twoje wpisy?
Twórcy na platformach kontrolowanych przez Big Techy oraz opartych o algorytmy, takich jak Bluesky, muszą cały czas dopasowywać swoje wpisy, żeby pasowały do konkretnych słów kluczowych lub zostały opublikowane o odpowiedniej godzinie. Algorytmy nie pokazują zawartości wszystkim obserwującym, tylko wybranej garstce osób.
Oczywiście, ktoś może teraz powiedzieć, że Bluesky oferuje oś czasu zawierającą wyłącznie treści od obserwowanych kont, posortowaną chronologicznie, ale moim zdaniem z tej opcji nie korzysta za wiele osób. W serwisie Bluesky mam prawie 1,2 tys. obserwujących. W czasach mojej aktywności w tym serwisie bardzo częstym widokiem był brak jakiegokolwiek zaangażowania pod moimi wpisami. Jeżeli znaczna większość ludzi na Bluesky korzystałałaby z chronologicznej osi czasu jako tej domyślnej, takie rzeczy najprawdopodobniej nie miałyby miejsca. Według mnie brak zaangażowania na Bluesky – mimo posiadania dużej liczby obserwujących – jest znakiem, że ludzie w większości preferują osie czasu tworzone z użyciem nieprzejrzystych algorytmów, które pokazują „interesujące” wpisy z całej sieci, tj. te, które zyskały duże zaangażowanie.
Różnica między Bluesky/ATProto oraz Fediwersem jest bardzo zauważalna.
Dla przykładu: dziennikarz technologiczny Casey Newton – założyciel Platformera – ma w serwisie Bluesky ponad 250 tys. obserwujących. Mimo takiej liczby ma relatywnie niewielką liczbę udostępnień oraz komentarzy pod swoimi wpisami.

W międzyczasie ja z „zaledwie” 12 tys. obserwujących w Fediwersum mam często setki udostępnień i odpowiedzi pod moimi wpisami.

Pewnej środy nie byłam aktywna w Fediwersum przez większość dnia i gdy tamtego wieczoru otworzyłam aplikację Ivory (na iOSa), ujrzałam czerwony znacznik, który pokazywał mi 173 nieprzeczytane powiadomienia – otrzymałam je wszystkie w przeciągu 9 godzin.

Myślę, że chronologiczne osie czasu powodują dotarcie do większej grupy osób, bez ryzykowania przejrzystością.
Czy wasze instytucje publiczne i politycy powinni publikować wpisy na platformach społecznościowych zarządzanych przez nieprzejrzyste algorytmy? A może jednak na tych platformach, które stawiają nacisk na kontrolę oraz przejrzystość, oferując chronologiczne osie czasu?
Nie musi to być kwestia wyboru „albo-albo”. Ralf Stockmann, dyrektor ds. cyfrowego rozwoju oraz sieciowych w ZLB (Central and State Library Berlin Foundation – największej bibliotece publicznej w Niemczech) zasugerował przyjęcie przez instytucje publiczne strategii komunikacyjnej „+1” podczas swojego wystąpienia na Berlin Fediverse Day w 2024 roku (obejrzyj zapis wystąpienia w j. niemieckim na YouTube).
Stockmann zaproponował, żeby instytucje publiczne nadal korzystały z platform Big Techów, ale zaczęły dodatkowo używać przynajmniej jednej wolnej i otwartej alternatywy. Przy czym na tej wolnej i otwartej platformie nie powinno się po prostu używać tych samych materiałów, ale przede wszystkim powinno się „brać ją poważnie” i nauczyć się dopasować do kultury panującej w Fediwersum – czyli nie traktować go po prostu jak kolejnej platformy X czy Instagrama.

Na ten moment tylko garstka instytucji publicznych zdecydowała się przyjąć takie podejście. Żeby zapewnić przejrzystość oraz rozliczalność, strona internetowa Komisji Europejskiej pozwala na przeglądanie bazy danych z kontami polityków w mediach społecznościowych z wykorzystaniem różnych parametrów: można zobaczyć, jak duża grupa ma konta na platformie X, Facebooku, Bluesky, Mastodonie i wielu innych serwisach – z linkami do tychże profili.
Niestety, 445 instytucji oraz pracowników Komisji Europejskiej nadal prowadzi konta na platformie X Elona Muska. 309 ma konta na Facebooku Marka Zuckerberga, 163 na Instagramie, 6 w serwisie Threads. Wyszukanie kont na Mastodonie pokazuje tylko dwa wyniki, ale strona może prezentować nieaktualne dane – coraz więcej komisarzy decyduje się dołączyć do Fediwersum.
Przyjrzałam się liczbie kont, które profil Komisji Europejskiej obserwuje na Bluesky – tej zarządzanej algorytmami platformie opartej o AT Protocol. Wygląda na to, że jeżeli chodzi o oficjalnych członków Komisji, ów serwis cieszy się znacznie większą popularnością niż Fediwersum.
Konta w serwisie Bluesky można połączyć z Fediwersum za pomocą narzędzia Bridgy Fed, ale uważam, że aby służyć interesowi publicznemu Europejczyków, rozsądniejszą strategią dla Komisji Europejskiej byłoby skoncentrowanie swoich działań komunikacyjnych na instancji Fediwersum, nad którą ma pełną kontrolę. Gdyby chcieli „połączyć” swoje treści z platformą Bluesky, mogliby to zrobić (przechodząc w ten sposób z Fediwersum do Bluesky, a nie na odwrót). Przykładem takiego podejścia jest profil hiszpańskiego dziennikarza Thiago Ferrera Moriniego, który łączy swoje konto na Mastodonie z Bluesky.
Komisja Europejska już prowadzi w Fediwersum profil, który cieszy się dość dużą popularnością.
Myślę, że aby zachęcić ich do dalszej aktywności tam, powinniśmy sprawić, by czuli się dostrzegani i docenieni.
W jaki sposób?
Za pomocą pozytywnych komentarzy i reakcji na ich wpisy, zamiast „wyciągania brudów” i krytyki – czego ja sama dopuszczałam się w przeszłości.
Moja znajoma Sandra Barthel, współzałożycielka stowarzyszenia Open Networks and Democratic Public Spheres, podkreśla powagę kierowania publicznych pieniędzy na rozwój otwartych, europejskich sieci społecznościowych („fundusz Fediversum” wart 30 milionów euro rocznie jest jednym z kluczowych postulatów stowarzyszenia). Zdaniem Sandry powinniśmy się upewnić, że europejskie organizacje, jak i prywatne firmy, które otrzymują dotacje publiczne na cele budowy cyfrowej i społecznej suwerenności, będą się autentycznie angażowały na rzecz otwartości.
W propozycjach krajowych lub europejskich „stacków” promowanych przez rządy europejskie i organizacje, takich jak „Deutschland Stack” (niemiecki stack) czy w dyskusjach na temat tzw. „eurostacków” brakuje wyraźnego nacisku na otwartoźródłowe oprogramowanie, otwarte standardy i otwarte interfejsy. Dlatego też propozycje tego rodzaju nie są perspektywiczne. Zamiast tego powinniśmy finansować wspólne, otwarte projekty, angażujące europejskich i międzynarodowych twórców oprogramowania oraz osoby spoza branży, dbając o to, by środki publiczne służyły dobru publicznemu, a nie wyłącznie interesom prywatnym.
Pomyślcie tylko o możliwościach: gdyby tak uczynić Fediwersum prawdziwą usługą publiczną, która wypełnia oryginalne założenia internetu – łączy ludzi i służy ich interesowi… wolna od biznesowej konieczności.
Gdzie powinniśmy zacząć? Działajmy krok po kroku. Dodanie ikony Mastodona do stopki na stronie Komisji Europejskiej – tuż obok platformy X, Facebooka i innych amerykańskich platform – przyniosłoby dwie wymierne korzyści:
Co o tym sądzicie? Jestem ciekawa waszych przemyśleń i sugestii.
Autorka tekstu oryginalnego: Elena Rossini, tłumaczenie: Oliwier Jaszczyszyn, korekta: Łukasz Szczęsny i Filip Koperkiewicz
Zdjęcie tytułowe zostało zrobione przez Christiana Luego i jest ono dostępne w serwisie Unsplash na licencji Unsplash License.
Nie ma żadnych komentarzy pod tym wpisem.
Preferuj: